"CODZIENNIE UPADAM...
CODZIENNIE SIĘ WAHAM...
CODZIENNIE PODPIERAM...
ALE DŹWIGAM CAŁY MÓJ ŚWIAT I DŹWIGAĆ BĘDĘ"


Wczoraj jest historią – Jutro jest tajemnicą – Dziś jest darem

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TACA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TACA. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 grudnia 2010

*** Popełnione świątecznie ***


Mikołaj się nie nudzi i ja też nie. :-)
Popełniłam troszkę "gadżecików" świątecznych. Część jeszcze robię, a niektóre będą dopełnieniem prezentów gwiazdkowych. (pokarzę je później)
Za kilka dni gdy nadejdą święta, wszystkie te rzeczy znajdą zastosowanie lub posłużą za dekorację.


- świąteczna taca

- lampiony
oraz...
Lecę pobuszować po Waszych blogach,
Życzę miłego popołudnia
a dla Was kolejna
Muzyczna gwiazdka

czwartek, 2 września 2010

***Taca za 2 zł. z dodatkowym "gratisem" ***

To był świetny zakup.
Po pierwsze dlatego,  iż wydałam tylko 2 zł.,  a po drugie dlatego,  iż był z niespodzianką.
Tacę kupiłam przed urlopem,  na bazarze na warszawskiej Olimpii.   
Sprzedał mi ją jakiś (nazwijmy sprawę po imieniu) "dziad" za 2 zł. Była brudna,  zakurzona,  ale cała.
Wykąpałam ją, oczyściłam, wyszlifowałam i wyglądała 100 x lepiej. 
Wzięłam się za nią - po powrocie z urlopu.  
Wiedziałam,  jak chcę ją zrobić i jaką serwetkę wykorzystam. 
Najpierw pokryłam ją primerem... i tu właśnie wyłoniła się ta niespodzianka.
Nagle taca zaczęła pokrywać się pięknymi spękaniami, nigdy mi takie nie wychodzą -  gdy chcę.
Szkoda mi było ich pokrywać farbą :( , ale cóż nie zostawię primera.
Dziwne, ale nałożyłam dwie warstwy kremowej farby a  spękania nadal wychodziły.
No i Fajnie :))) dołożyłam przecierki i wyszło to co chciałam - stara, babcina taca.
Brakuje mi tylko babcinego , drożdżowego ciasta z kruszonką :(  i mojej ulubionej kawy.


Pozdrawiam ciepło !!!



sobota, 10 lipca 2010

*** Naszło mnie na biel...***

...i taki mały chabby chic.
Wędrując po Waszych blogach oglądam, podziwiam i wpadam w zachwyt,  nad tą niewinną bielą i chabby chickiem.
Te cudowne wnętrza,  z tą swoją sterylnością i cudownie wplecionym  romantyzmem, otulone koronką i białymi meblami, przedmioty dodające magicznego uroku i wszystkie dodatki wykonane własnoręcznie przez Was - sprawiają , że zaczynam wariować na punkcie bieli.
Do tej pory biel traktowałam jako dodatek czyli  "wisienkę na torcie".
Jakoś nie mogłam sobie wyobrazić całego pomieszczenia w bieli, z delikatnym akcentem innego koloru.
Dziś mogę powiedzieć,  iż bardzo bym chciała taki bielusieńki pokoik.
Zwłaszcza po wizycie u...i tu mam problem - w tym tygodniu wpadłam przypadkowo do czyjejś blogowej sypialni, ...czyjej,  nie wiem...dziś nie mogę sobie przypomnieć...pamiętam, iż była bajecznie biała i zwaliła mnie z nóg. Jeżeli ją kiedyś odnajdę, to na pewno pokarzę Wam to cudo. :))

Musiałam jednak zaspokoić swoje pragnienia i coś pobielić. Padło na stary, sosnowy stojak na kubki. On już dawno potrzebował jakiegoś retuszu...
...a żeby nie był samotny,  zrobiłam mu koleżankę tackę :)


Razem stoją od dziś w kuchni i cieszą moje oczy :))

U mnie "skwar leje się z nieba" a u Was?  Pozdrawiam gorąco i życzę miłego, upalnego weekendu  z odrobiną chłodnego wietrzyka :)

piątek, 11 czerwca 2010

*** Przebudzenie ***

Kuszące słońce nie pozwala ostatnio dotrzeć do klawiatury i pobuszować po necie...zaniedbałam pisanie bloga i odwiedziny na Waszych....Przepraszam :)


Obudziłam się rano. Spojrzałam w okno. Przez małą szczelinę między roletami znowu wpadały do sypialni promienie gorącego słońca. Kolejny upalny dzień - pomyślałam.
Tak długo czekałam na piękną pogodę. Wstałam z łóżka i poszłam do kuchni na kawę. Tradycyjnie mój K. zaczął robić śniadanie. Włączyłam telewizor. Znowu pokazywali pozalewane domy, zrozpaczonych ludzi. Zrobiło mi się przykro i żal. Ja kolejny dzień wyleguję się na leżaku, z książką i zimną ice-tea  a tam ludzie cierpią, bo utracili wszystko.
Czy jestem egoistką?...przecież nie mogę im pomóc, nie osuszę im ziemi , nie przywrócę utraconego majątku.
Z mojej strony pozostaje tylko modlitwa - prośba do Boga, żeby jak najszybciej sytuacja się unormowała...miną przecież miesiące za czym Ci ludzie powrócą do minimalnej normalności.
~~Współczuję im całym sercem~~


Upalne dni a wieczory przyjemne, chłodniejsze...udręką są tylko te wstrętne komary. Miło posiedzieć wieczorem na tarasie, ale trzeba się ubrać lub ostro psikać OFF-em.
Zazwyczaj kończy się te posiadówki ucieczką do domu. Wieczorem mogę coś jeszcze podłubać lub poczytać.
Teraz kiedy już oceny wystawione i nie ma już praktycznie nauki tylko luźne rozmowy na lekcjach lub wycieczki,  to ja - mama - mam więcej beztroskiego czasu.
Grubą książkę "łyknęłam" w 3 dni - wciągnęła mnie bardzo a na końcu i łezka się zakręciła.
To powieść obyczajowa " Świat u stóp" L. Lokko, wcześniej czytałam "Szafranowe niebo" (równie dobra).
Teraz biorę się za N Sparksa,  uwielbiam jego książki i filmy nakręcone na podstawie jego powieści.
Wieczorami też troszkę dłubię sobie i dla siebie - zrobiłam ostatnio tackę na wino, sery, winogrona...jest dodatkowym akcentem na stole...
Jeszcze rano a już ostre słońce zagląda do pokoju...muszę szybko posprzątać, bo chcę znowu  leniuchować przy książce, zagryzając twarde marchewki.
Życzę Wam pięknego i upojnego weekendu  - Pozdrawiam -  i ślę buziaki...

czwartek, 25 marca 2010

*** Gdy doba za krótka ...***

Ostatnio dla mnie 24 godziny robią się za krótkie. Jestem pewna, że ten tydzień ( choć jeszcze się nie skończył ) był najgorszy od kilku miesięcy :(.
Pogada za oknem cudowna, świeci upragnione słoneczko, śnieg stopniał,  przyroda zaczyna się zielenić a tu smutno  na  duszy -  ach,  ....
Niedziela, owszem była miłym akcentem i naładowaniem akumulatorów, ale nie wiedziałam , że tak szybko się rozładują.
PONIEDZIAŁEK - rano ogarnąć dom, obiad, powrót Miśka ze szkoły:
-...Mamo jutro klasówka z historii,  nic nie umiem,  pomóż!!! do tego lekcje pisemne. Zeszło się do 22.00.
W międzyczasie obiad, pranie, zakupy i Rekolekcje
WTOREK - rano pojechałam z Olcią na zakupy do centrum handlowego i  do Ikei, Obkupiłyśmy się na święta aż buzki nam się śmiały, -mnie nie na długo :(
Wraca Misiek ze szkoły: -...Mamo jutro klasówka z geografii  nic nie umiem,  pomóż!!! do tego lekcje pisemne.
CZY ONI W TEJ SZKOLE POWARIOWALI !!!
W międzyczasie obiad i Rekolekcje na 18.00  znów zeszło się do 22.00
ŚRODA - rano znów sprzątanie, pranie, obiad ( od nowa Polska Ludowa )
Wraca Misiek ze szkoły: -...Mamo jutro klasówka z matematyki  nic nie umiem,  pomóż!!! do tego lekcje pisemne. :OOOOOOOOOOOOOO
Koniec dnia jak poprzednio. :(
Dziś CZWARTEK i wiem, że jutro klasówka z angielskiego a w poniedziałek z niemieckiego.
Ja mam okropnie dużo pracy, na którą brakuje czasu. Zaraz siadam przy biurku i robię męża  "księgowość". Trzeba pojechać do urzędu, kupić Miśkowi nowe książki do biologii, sprzątnąć  garaż a jeszcze mnie korci ogród.
Siwieję dzień po dniu - okropność.  A gdzie czas dla mnie? Ja też mam swoje potrzeby!!!
W tym tygodniu czas dla mnie był zarezerwowany po 22.00 i choć oczy mi się zamykały, musiałam coś podłubać decu.
Czekam na święta, (wszyscy przychodzą do Nas) i choć dużo jeszcze pracy przede mną, ~~WIELKANOC pomoże mi odetchnąć w gronie najbliższych i najukochańszych  osób.
 A te nocne decu przedstawia się następujaco:
~~Taca dla mamy, żeby miała na czym podawać poranną  kawę na tarasie :)

Mnie natomiast naszło na obrazki... - do sypialni


... - do kuchni



                                              

Pozdrawiam wszystkich komentujących ciepło i wiosennie i życzę oczywiście dużo czasu !!!